Od remontu, o którym już pisaliśmy tutaj, minęło trochę czasu i w końcu przyszedł moment na pytanie: jak sprawić, żeby nasze mieszkanie było nie tylko ładne, ale też mądre i oszczędne? Zamiast „kosmicznych” gadżetów postawiliśmy na rozwiązania smart i eko, które realnie pomagają w codziennym życiu – od niższych rachunków po większy komfort na co dzień.
Dlaczego postawiliśmy na smart home
Dla nas smart home to nie tylko „bajer dla geeków” (ja jestem nie tylko geekiem ale i „gadżeciarzem”, kiedyś o tym napiszę) tylko sposób na ogarnięcie mieszkania, gdy oboje mamy pełne kalendarze. Chcieliśmy, żeby światło, ogrzewanie i kilka sprzętów „same wiedziały”, kiedy mają pracować, zamiast liczyć na to, że zawsze będziemy pamiętać o wyłączaniu wszystkiego przed wyjściem.
Jakie rozwiązania smart wybraliśmy
Zaczęliśmy od podstaw:
- Inteligentne żarówki i włączniki w salonie oraz korytarzu – ustawiliśmy sceny „wieczór”, „film” i „wyjście z domu”, dzięki którym jednym kliknięciem gasimy lub przyciemniamy światło tam, gdzie trzeba.
- Programowalne głowice na kaloryferach i sterowanie ogrzewaniem z poziomu aplikacji – w tygodniu mieszkanie dogrzewa się tuż przed naszym powrotem, a w ciągu dnia temperatura jest niższa. Ważne żeby tą wymianę zrobić przed sezonem grzewczym. Tu spółdzielnia konkretnie ustala zasady i koszty. Wprawdzie niewielkie ale koszt wymiany wody w pionach musieliśmy ponieść. O tym kiedyś też napiszemy.
- Listwy i gniazdka smart do sprzętów, które lubią „podjadać” prąd w trybie stand-by – telewizor, konsola, ładowarki.
Chociaż bardzo mnie korciło i bardzo chciałem to nie rzuciliśmy się od razu na pełen system za kilka tysięcy. Dokładaliśmy elementy stopniowo, żeby sprawdzić, co faktycznie ma sens, a co byłoby tylko gadżetem do zabawy i pochwalenia się znajomym. Zabawa była przednia ale rozsądek i portfel wygrały.
Smart home a realne oszczędności
Najbardziej odczuwalna zmiana? Oprócz dużej ilości zabawy i satysfakcji nas obojga, to kontrola ogrzewania i oświetlenia. Gdy wcześniej zdarzało nam się grzać „puste mieszkanie”, teraz aplikacja przypomina, że okno jest otwarte albo że od kilku godzin świeci światło w przedpokoju, choć nikogo tam nie ma.
Trochę czytaliśmy, trochę słuchaliśmy, poradników z różnych źródeł. Na koniec zastosowaliśmy jedną prostą zasadę, która spodobała nam się najbardziej – jeśli coś nie musi być włączone 24/7, ląduje na gniazdku smart, które wyłącza się automatycznie w nocy lub gdy wychodzimy. Brzmi trochę sztampowo i nudnie, ale jest skuteczne – mniej marnowania prądu i mniejsze rachunki bez dodatkowych aktywności po naszej stronie, włączania i wyłączania za każdym razem.
Nasze eko wybory we wnętrzu
Ekologia nie skończyła się u nas na segregacji śmieci podczas remontu – Anna od początku naciskała, żeby to, co wstawimy do mieszkania, też było możliwie „eko”. Dlatego:
- Wybraliśmy farby o niskiej zawartości LZO i naturalne materiały – drewno, bawełna, len.
- Zamiast kompletu nowych mebli, część rzeczy pochodzi z odzysku albo po prostu dostała drugie życie po lekkim odświeżeniu.
To nie zawsze jest tańsze i łatwiejsze, ale daje poczucie, że nie urządzamy mieszkania kosztem własnego zdrowia i planety.
Przytulność kontra technologia
Smart home łatwo zamienić w „laboratorium”, to mi się podobało najbardziej ale finalnie ustaliliśmy, że chcemy uniknąć. Dlatego wszystkie „mądre” elementy staraliśmy się schować w tle – włączniki wyglądają jak zwykłe, listwy smart stoją za meblami, a na pierwszy plan wychodzą tekstylia, światło i faktury. Jakoś musiałem sobie poradzić z zapędami gadżeciarskimi.
Salon urządziliśmy w stonowanych barwach, z dużą ilością miękkiego światła, roślinami i drewnem, a technologia ma robić swoje po cichu, bez migających kontrolek w każdym kącie.
Małe mieszkanie, duże wymagania
Małe M oznacza, że każdy metr musi być przemyślany. Zamiast dużej zabudowy, która przytłacza, postawiliśmy na modułowe meble – część z nich ma dodatkowe schowki, część można łatwo przestawić, jeśli zmieni się nasz sposób życia lub pracy w domu.
Strefa pracy powstała w salonie, ale jest tak zorganizowana, żeby po złożeniu laptopa „znikała” z oczu – kilka prostych trików wystarczyło, by salon nie zamienił się na stałe w biuro.
Co nam nie wyszło (albo wyszło średnio)
Nie wszystko było strzałem w dziesiątkę.
- Pierwszy zestaw żarówek smart był zbyt skomplikowany w obsłudze – aplikacja miała tysiąc opcji, ale w praktyce nikt nie miał cierpliwości ich klikać.
- Jeden z gadżetów, który miał mierzyć jakość powietrza, okazał się raczej „zabawką” niż poważnym narzędziem i po kilku tygodniach po prostu wylądował w szufladzie.
Ta lekcja nauczyła nas, że lepiej inwestować w mniej rzeczy, ale takich, które realnie ogarniamy na co dzień.
Celowo nie pokazujemy tutaj konkretnych modeli i firm, które zastosowaliśmy. Przyjdzie na to czas i poświęcimy na to oddzielny artykuł. Poniżej kilka porad jak zacząć, jeszcze bez konkretnych gadżetów. Ale na start moze sie przydać.
Jak zacząć u siebie – nasze pro tipy
Jeśli dopiero myślisz o smart i eko w swoim mieszkaniu, zacznij od małych kroków:
- Wybierz jedno pomieszczenie (np. salon) i jeden problem do rozwiązania: rachunki za prąd, brak przytulności, chaos kabli.
- Dołóż jedno-dwa urządzenia smart, które naprawdę pomogą w Twojej codzienności (np. sterowanie ogrzewaniem albo oświetleniem).
- Przy kolejnych zmianach myśl o materiałach – farby, tekstylia, meble – i sprawdzaj, czy istnieje wersja mniej toksyczna i bardziej trwała.
Najważniejsze: technologia ma służyć Tobie, a nie odwrotnie – jeśli potrzebujesz instrukcji na 20 stron, żeby włączyć światło, to znaczy, że coś poszło nie tak.
0 komentarzy